Polsko-włoskie kody kulturowe

Aleksandra Leoncewicz

Obraz zawierający tekst

Opis wygenerowany automatycznie

Ile jest czasów w języku włoskim? – to jedno z częstszych pytań, które zadają osoby zaczynające swoją przygodę z językiem. Albo: Ile czasu potrzeba, żeby nauczyć się języka na poziomie komunikacyjnym? Są tacy, którzy na dzień dobry informują, że nie lubią gramatyki lub inni, którzy zmagają się z kolejnymi próbami zapamiętania nowego słówka. Pamiętajcie, że na wszystko trzeba czasu i nauka języka jest właśnie taką formą mindfulness, im szybciej nauczymy się czerpać z tego radość tym szybciej, prawdopodobnie, osiągniemy pożądane efekty. Ale uwaga! W nauce języka trzeba jeszcze pamiętać o jednym ogromnie ważnym aspekcie, a mianowicie tzw. kodzie kulturowym. To samo słowo, jakkolwiek wieloznaczne, może nabrać innego znaczenia zależnie od języka, w którym go użyjemy. Różnice znaczeniowe, i nie mam na myśli idiomów, danego słowa lub wyrażenia mogą wynikać ze skojarzeń kulturowych. Jeśli nie zdajemy sobie sprawy z tych różnic nie będziemy mieli pojęcia, że osiągamy odmienny od zamierzonego efekt. I na nic poznane 10 czasów czy 100 nowych słówek. Spróbuję to zobrazować przykładami.

Przypomnijmy sobie pierwsze lekcje języka; zazwyczaj poznajemy pytanie come stai? (Jak się masz?). I możliwe odpowiedzi sto bene (Mam się dobrze). Najczęściej wtedy dowiadujemy się też, że jest możliwość odpowiedzenia sto male ale raczej rzadko używana, musi się dziać coś złego, poważnego żeby tak powiedzieć. No dobrze, ale nie jest odkryciem Ameryki stwierdzenie, że my Polacy mentalnie nie odnajdujemy się z tym sto bene. Jak często odpowiadając na to pytanie, zadane po polsku, mówimy wszystko super, fantastycznie? Z moich obserwacji wynika raczej, że często udzielamy odpowiedzi wymijająco pośredniej typu: może byćjakoś idziebywało gorzej/lepiej, lub jako tako. Odpowiednik tego ostatniego z łatwością odnajdujemy po włosku (podczas gdy pozostałe są trudne do przełożenia na włoski) jako così così więc i z radością go stosujemy. Czy nie jest tak, że uczymy się języka właśnie po to, żeby wyrazić siebie, własne myśli i uczucia? Tyle że dla Włocha odpowiedź così così nie oznacza tego samego, co dla nas. Natychmiast zacznie wypytywać co się dzieje, co jest nie w porządku i dlaczego? Nie zrozumie tego podobnie jak my po polsku, czyli wszystko ok, nic nadzwyczajnego się nie dzieje. 

Innym przykładem może być wyrażenie fare brutti sogni, które w tłumaczeniu dosłownym miałoby znaczyć „robić brzydkie sny”. Wiemy, że czasownik sognare ma dwa znaczenia – śnić i marzyć, ale jakoś trzeba je rozróżnić stąd po włosku pojawia się wyrażenie fare un sogno – śnić. Fare brutti sogni to nic innego jak mieć koszmary. Czy aby na pewno takie jest nasze pierwsze skojarzenie? Czy też przymiotnik brutto zestawiony z sogno nie spowoduje, że ktoś mógłby pomyśleć o snach erotycznych?! Była kiedyś w polskiej telewizji taka reklama perfum, w której padało zdanie „One mają brzydkie myśli”, sugerujące żywe zainteresowanie dwóch dziewczyn przechodzącym obok bardzo atrakcyjnym mężczyzną. Ale dlaczego brzydkie? – spytaliby Włosi. Wręcz odwrotnie, fare un bel sogno prędzej skojarzy się w języku włoskim ze snem erotycznym, bo nic związanego ze sferą zmysłową nie jest brzydkie, wręcz przeciwnie, może być tylko piękne.